Czasem człowiek nie choruje dlatego, że jest słaby. Czasem po prostu zbyt długo żyje w oddaleniu od samego siebie.
W mojej pracy często widzę, że zdrowienie nie zaczyna się od walki. Zaczyna się wtedy, gdy wraca cisza. Gdy ciało przestaje być polem bitwy, a staje się miejscem słuchania. Gdy to, co naturalne i autentyczne, znów dochodzi w nas do głosu.
Najgłębsze procesy rzadko są widowiskowe. Częściej przypominają cichy powrót do tego, co istotne. Najpierw odzyskujemy kontakt ze sobą. Potem uczymy się stać mocniej. A z perspektywy czasu odkrywamy, że to, co wydawało się pęknięciem, mogło stać się otwarciem.
Dla mnie zdrowienie jest właśnie tym procesem: powrotem do wewnętrznej mocy, czułości wobec siebie i zaufania, że istnieje w nas coś, co zawsze wie, jak prowadzić nas z powrotem do równowagi...